Nominacje do 22. edycji Latin Grammy zostały ogłoszone dziś rano, przynosząc ze sobą kilka niespodzianek, które analizujemy tematycznie w poniższej notatce
Fenomen Camilo
Po uhonorowaniu po raz pierwszy w poprzedniej edycji tych nagród za Piosenkę Roku, Camilo stał się panem i mistrzem obecnych nominacji, z 10 możliwościami triumfu, które pokazują absolutne oddanie, jakie wzbudził wśród miłośników popu w języku hiszpańskim.
W ten sposób mieszkaniec Medellín przybędzie na wydarzenie 18 listopada z mnóstwem nominacji, które obejmują tak ważne pozycje, jak Album Roku, Piosenka Roku i Płyta Roku, co dowodzi to, że wyborcy Academia Latina de la Grabación (którzy wszyscy należą do branży) opowiadają się za absolutnie „mainstreamowym” i nieobraźliwym stylem artysty, który ma bardzo szczególny głos, a który często ucieka się do rytmów miejskich (urbano ).
To, co się wydarzyło, to także rodzaj pośredniego uznania rodziny Montaner, której częścią jest Camilo po ślubie z Evaluną i której członkowie stale współpracują przy wykonywanych przez nich piosenkach.
Rola urbano / stylu miejskiego
Będąc przedstawicielem wyrastającym z popu i praktykującym różne fuzje, Camilo mógł tu stać się niezbitym dowodem na to, że pop prześcignął gatunek miejski, jeśli chodzi o nominacje; nie wolno nam jednak zapominać, że często używa rytmicznych narzędzi reggaeton.
Tak czy inaczej, w odniesieniu do artystów bezpośrednio związanych z tą szkołą, zaskakujące jest to, że nie dominował Bad Bunny, który zaledwie kilka dni temu zebrał 10 Billboard Latin Music Awards i który bez wątpienia jest najbardziej utytułowanym artystą ostatnich lat. Interpretator „Dakiti” ma „tylko” cztery nominacje i nie został wliczony do sekcji Piosenka Roku, ale zdecydowanie mógł zaskoczyć w kategorii Album Roku dzięki osiągnięciom „El Último Tour Del Mundo”, produkcji, która brzmi o wiele bardziej „alternatywnie”, niż można by się spodziewać.
Co ciekawe, nad nim jest C. Tangana, hiszpański artysta, który – popraw mnie, jeśli się mylę – mało robrzmiał w tamtej części świata, a który był wielokrotnie opisywany jako raper i praktykujący trudną do opanowania skłonność muzyczną (nagrał nawet rocka z Andrésem Calamaro), ale z pewnością flirtuje z „denbow”. Oczywiście należy zaznaczyć, że podobnie jak „Bad Bunny” Madrilenian nie był nominowany w kategorii Najlepsza Piosenka, choć był nominowany do Album Roku i Płyta Roku.
Wieczna obecność
Mimo wszystkio drugim artystą na liście nominacji jest Juan Luis Guerra, weteran sceny muzycznej, który zawsze cieszył się względami Akademii, mimo że jego najnowsza muzyka nie jest do końca najchętniej słuchana.
Guerra, powszechnie uznawany za artystę bachatowego, ale też praktykujący wiele fuzji, ma sześć nominacji, niekoniecznie w pomniejszych kategoriach, bo jedna z nich znalazło się w Albumie Roku, gdzie bierze udział dzięki produkcji „Privé” – o której istnieniu do tej pory nie wiedzieliśmy.
Piosenka Roku
Choć nie analizujemy każdej z kategorii, to musimy poświęcić szczególną przestrzeń Piosence Roku, która jest najłatwiejsza do rozpoznania przez szerokie grono odbiorców i prawdopodobnie pod tym względem najpopularniejsza.
Ale trzeba o tym wspomnieć również dlatego, że zawiera „Patria y vida”, temat kubańskich artystów Gente De Zona, Yotuela Romero i Descemer Bueno, który pokazuje otwarte stanowisko ideologiczne (jest bezpośrednio sprzeczne z reżimem Castro) i jest szeroko używana jako głos wielu z tych, którzy demonstrowali w ostatnich miesiącach na ulicach Miami i Hawany. Oczywiście Latin Grammy nigdy nie były „lewicowe”, ale wciąż uderza fakt, że taki polityczny kawałek jest obecnie nominowany.
A najciekawsze jest to, że ma szansę na wygraną, nie tylko dlatego, że jej proklamacja jest zgodna z odczuciami wielu członków Akademii i dlatego, że jest to kompozycja „poważna”, ale dlatego, że rok 2020 nie wprowadził nas w muzyczny „hit” absolutnie dewastujący pod względem komercyjnym.
Najbliżej czegoś takiego było bez wątpienia „Hawaii” Malumy, które również pojawia się w tym dziale i które może dać triumf wokaliście.